Zezia i Giler

Zezia i Giler - Agnieszka Chylińska Zezia uwielbiała, że Giler nie lubił, jak Mama nienawidziła, że tata lubi. Najnudniejsza książka dla dzieci, jaką w życiu czytałam. Jej styl to skrzyżowanie skrajnego infantylizmu z ignorancją. Autorka operuje 10 czasownikami, połowa zdań zaczyna się lub kończy zwrotem "Zezia uwielbiała" lub "Zezia lubiła", za to zjawiskiem kompletnie nieznanym wydają się dla niej być synonimy, dzięki czemu imię Zezia napotkamy w każdym prawie zdaniu, zamiast zamiennie z: dziewczynka, ona, bohaterka itp. Akcji prawie nie ma, a konstrukcja przypomina przydługą i nudnawą charakterystykę (w odcinkach) dziewczynki i jej rodziny. Stereotypy walą po oczach i mózgach: mama pracująca w banku jest - oczywiście - bardzo szczupła z kusząco krągłymi biodrami i wybitnym biustem, odziana w dopasowany kostiumik i obuta w niebotyczne szpilki, w których nie da się chodzić. Tata - rzeźbiarz to, jakżeby inaczej, odzieżowy abnegat, długowłosy i zarośnięty oraz wiecznie roztrzepany i kompletnie nie uczestniczący w żadnych pracach domowych egocentryk. Narratorka opisuje dziewczynkę z pozycji osoby obserwującej zwierzę w Zoo, które ani ją ziębi, ani grzeje; kompletnie jej nie rozumie i nie da jej lubić. Psychologia postaci leży i kwiczy. Ilustracje są zachowawcze, oddają tekst i nic ponadto. Najważniejsze jednak jest jeszcze coś innego. Przez cały czas lektury odczuwałam niesprecyzowany dyskomfort, wreszcie pod koniec zorientowałam się, w czym rzecz. Co dzieci najbardziej lubią w książkach, poza ilustracjami? DIALOGI!!! A w tej książce NIE MA ANI JEDNEGO DIALOGU! Zatem apeluję: Pani Agnieszko, proszę wrócić do pisania tekstów rockowych piosenek. To Pani robi świetnie.