Podróż do źródeł czasu

Podróż do źródeł czasu - Alejo Carpentier Wielka literatura, choć chyba nie trafiła u mnie na swój czas. Podróż jako projekcja dojrzewania, przejścia od świadomości powierzchownej do jaźni. Bohater podróżuje w głąb własnej nieświadomości, odbywając Jungowską wędrówkę przez kolejne stadia nieświadomości najpierw osobistej, potem zbiorowej, do rdzenia i sensu codziennych czynności i gestów, które dawno straciły swe symboliczne znaczenie dla człowieka Zachodu. Jest to również podróż od rozumu (racjonalizmu czyli tego, co Zachodnie), przez zmysły, instynkty aż do duszy (również w ujęciu antropologicznym) czyli tego, co w nas rdzenne, tkwiące jak pestka w owocu (czyli tego, co Wschodnie). Kolejne stadia podróży (życia) odbywa bohater w towarzystwie 3 kobiet: - Ruth - żony, symbol prawa, zachodniego życia, suchego pragmatyzmu i zakłamanych pozorów; angielskie imię symbolizujące to, co wyprane z sensu i uczuć, - Mouche - "legalna" kochanka, symbol zmysłowości, histerycznej emocjonalności i fasady duchowości - wydmuszki kultury, za którą nic się nie kryje; francuskie imię - zmysły, - Rosario - kochanka nielegalna, wstydliwa, prosta i instynktowna, podróżniczka bez korzeni, mająca w pogardzie moralność opartą na prawie i męskiej dominacji; imię latynoskie, symbol duszy, tego, co pierwotne, dzikie i niepoznanie. Znamienne jest to, że kobiety (nawet Ruth) wydają się mieć wrodzoną zdolność do kontaktu z duszą. Mężczyzna musi się tego dopiero uczyć. Nawiązanie do jungowskiej animy - kobieta jako dusza i mężczyzna jako ego.