Bluszcz, nr 5 (32) / maj 2011

Bluszcz, nr 5 (32) / maj 2011 - Katarzyna Grochola, Etgar Keret, Mariusz Sieniewicz, Ignacy Karpowicz, Juliusz Machulski, Edward Pasewicz, Marcin Świetlicki, Zbigniew Mentzel, Joanna Bator, Maciej Maleńczuk, Agnieszka Wolny-Hamkało, Dawid Rosenbaum, Zuzanna Głowacka, Anna Saraniecka, Redakcja magazyn Jestem (to znaczy byłam) wielką fanką "Bluszcza". Urzekła mnie cała otoczka towarzysząca temu pismu - jego długa historia, jego tradycja, wydawane przez niego książki (plan wydania powieści Elizabeth Gaskell), jego grafika oraz niepowtarzalność. Towarzyszę mu od 2 numeru wydanego w 2008 roku. Miałam też ostatnio sposobność przeglądnięcia starych wydań "Bluszcza" z 1880 roku. Cóż to było za pismo! Innowacyjne, bardzo kobiece, postępowe i bardzo bardzo literackie. Pomysł jego reaktywacji był świetny. I wszystko było fantastycznie do momentu zmiany redaktora naczelnego. Otóż zamiast pani Joanny Laprus-Mikulskiej, która znała historię pisma i ewidentnie czuła jego klimat, przyszedł znany skądinąd pan Rafał Bryndal, który, co oczywiste, nie jest kobietą, z literaturą nie ma nic wspólnego (z kulturą również nic) i ewidentnie nie ma zmysłu artystycznego. I zaraz wziął się za porządki. Zmienił podtytuł pisma z "Ilustrowane pismo (nie tylko) dla kobiet" na "Ilustrowany miesięcznik kulturalny" wmawiając Czytelnikom (płci obojga), że określenie "Pismo dla kobiet / nie tylko dla kobiet" jest uwłaczające. Komu? Nie wiadomo. Zmieniła się szata graficzna: od czcionki nazwy pisma, przez układ tekstów, ich rozmieszczenie po ilustracje, często zastępowane teraz zdjęciami (pismo słynęło z tego, że nie było w nim zdjęć tylko doskonałe ilustracje, w tym Haliny Kuźnickiej, które zniknęły po zmianie redaktora naczelnego oraz kolaże Oli Mikulskiej i wiele innych). Poziom artystyczny ilustracji zleciał na łeb na szyję. Autorzy to coraz częściej mężczyźni. Pojawiły się dwie reklamy - pewnej witryny internetowej oraz książki, będące ewidentną autopromocją redaktora naczelnego. Efekt? Pismo z wybitnego, unikatowego czasopisma literackiego spadło do rangi nieprzeciętnego (poniżej przeciętnego) pisma kulturalnego (nawiasem mówiąc - nie znajdziesz tu czytelniku, żadnych informacji na temat teatru czy wystaw malarstwa / rzeźby - widocznie Naczelny nie zalicza tych dziedzin do kultury, a on przecież doskonale zna się na rzeczy). "Kreatywny" Naczelny zatracił całą unikatowość pisma, które przez dwa lata wypracowało sobie pozycję na rynku prasowym i stało się marką. Wypada pogratulować nieprzeciętnych umiejętności. Z litości nie wspomnę o gimnazjalnym poziomie wypowiedzi Naczelnego we wstępniakach, specyficznym poczuciu humoru tegoż pana oraz lansowaniu na okładkach twarzy znanych i wyłażących z rzeszy gazet kolorowych, jak również tego, że redakcja nie wie co będzie w kolejnym numerze i kręci w zapowiedziach (co ma być zabawne) albo udziela błędnych informacji. Dopiero jednak okładka czerwcowego numeru (pan Kuba W., wyłażący już nawet z lodówki i na pewno nie mający nic wspólnego z kulturą), lekceważenie czytelników nie mających profilu na Facebooku (do których należę - internetowa strona "Bluszcza" wciąż w remoncie, aktualności tylko na Facebooku) oraz sposób promocji najnowszego numeru (nasz naczelny jest autorem piosenki, która zakwalifikowała się do konkursu do Eurowizji czy coś takiego - co to ma wspólnego z kulturą? Nie wiem) przekonała mnie ostatecznie, że czas się rozstać z tym pismem. Zatem żegnam z żalem, nie dodam już kolejnych numerów do bazy LC (dodałam większość poprzednich). Na osłodę poczytam sobie stare, ambitne i świetne (również graficznie) numery.