Supersmutna i prawdziwa historia miłosna

Supersmutna i prawdziwa historia miłosna - Gary Shteyngart Zagraj to jeszcze raz, Sam Czytanie tej książki było dla mnie jak picie whiskey – pierwszy łyk był obrzydliwy, wstrętny, miałam ochotę rzucić wolumin w kąt i sięgnąć po coś słodszego. Z każdym jednak następnym łykiem czułam wyraźniej smak i głębię, ukrytą pod powierzchnią tego paskudztwa. Nie od rzeczy jest wzmianka recenzenta „The Washington Post”, że autor powieści wytaplał się w filmach Woody’ego Allena, tych lżejszych (uważanych za komedie choć w głębszej warstwie są to niewątpliwie dramaty). Autor powieści ma sporo wspólnych cech z Allenem i głównym bohaterem jego filmów – depresyjnym neurotykiem, Żydem, intelektualistą o cechach loosera. Brakuje mu jednak, niestety, allenowskiej klasy, aluzyjności oraz niesamowitej erudycji. Za to, podobnie jak Allen, zalewa nas potokiem słów, przejawiając „żydowski pociąg do nadmiaru słów”, jak sam nadmienia. Przez pierwszą połowę książki miałam ochotę wrzasnąć: „Napisz to jeszcze raz, Gary!” Potem jednak zrozumiałam, że w tym tkwi wyjątkowość głównego bohatera – w opozycji do innych, którzy analizują, skanują, teenują, stukają w ekran, kupują – on MYŚLI. A czy u innych Media zastąpiły mózg? Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać nie jest już problemem – wszystko możecie zobaczyć, usłyszeć, podane jak na tacy, wciskające się w wasze zmysły. Intelektualne, emocjonalne, społeczne i seksualne soft porno, a często nawet już nie soft. Człowiek odarty z wszelkiej zagadki, wieloznaczności, żenująco jednowymiarowy i płaski. Miłość i śmierć to główne tematy tej książki, polane sosem technologicznym i przyprawione szczyptą gospodarki i ekonomii, podane na podstawce z orwellowskiego „1984”. Miłość to słowo, którego znaczenie zaczyna zanikać. Śmierć jest swoistym tabu, a strach przed nią – elementem manipulacji i marketingu. Książka powinna mieć tytuł „Megasmutna i identyczna z naturalną historia plastikmiłosna”. Manhattan to miejsce dla takich odmieńców jak Lenny – odschoolowy intelektualista, czytelnik i kolekcjoner książek (artefakt w formie zapisu papierowego), preferujący kontakt bezpośredni z człowiekiem niż za pośrednictwem urządzeń. Dziwak, pozbawiony narcystycznego egotyzmu, jak reszta. Mentalny Słowianin ze swoimi kompleksami, neurotyzmem, rozmyśleniami nad życiem i śmiercią oraz miłością do rodziców. To on, narrator książki serwuje nam Nowojorskie opowieści dzięki którym przekonujemy się, że choć wszystko się zmieniło, to nic się nie zmieniło - ludzie są, jacy byli, albo nawet jeszcze gorsi. Nasilił się rasizm, choć główny podział teraz przekłada się na rasę nowoczesnych-wydolnych (społecznie, seksualnie, finansowo) i nienadążających. Wszystko pędzi w oszałamiającym tempie i nagle Strzały na Broadwayu krach świata, znanego głównie z przekazów medialnych. I nagle pustka, brak danych, ludzie jak Cienie we mgle i wśród śmieci technologii jedyne co przetrwało i ma jakąś wartość to rodzina, śmieszne staroświeckie słowo i schowani za nią śmieszni, staroświeccy, zagubieniu w niewidzialnym gąszczu cyfrowych danych ludzie. Książka jest na tyle wielowarstwowa (projekcyjna?), że może być odczytana na wielu poziomach. I w tym główna jej siła. Ciekawe co z niej wyczytamy za lat 5. Śmiesznym paradoksem jest jej objętość – w opisywanych przez nią czasach nikt nie zadałby sobie trudu by przebrnąć przez taką cegłę, nawet w wersji elektronicznej, bo w papierowej na pewno nie – wiadomo: książka papierowa zatem śmierdzi, dekadencją. Zelig (Aneks) Dla użytkowników GlobalTeens, dane do przeskanowania książki: Readability: 70% Mediality: 98% Sexuality: 50% Old-schoolity: 69% PS Wielkie brawa dla tłumacza, zwłaszcza za rzetelność w tłumaczeniu akronimów, np. ROFLAARP – rolling on the floor, looking at assorted / addicting rodent pornography – przetłumaczył jako "zupełnie mnie powaliłeś" :-)