Namalowane okno

Namalowane okno - José Carlos Somoza 1. Najpierw problem ze wstawaniem (jak zwykle). Potem szybko: łazienka, ubieranie, kilka produktów żywnościowych do torby, buty, kurtka, zamknięcie drzwi, winda. Uderzenie wiatru w twarz. Szybki marsz (pół godziny) do pracy. Praca, praca - ludzie, ludzie, ludzie. Zmęczenie. Marsz do domu. Życie codzienne... Wreszcie upragniona chwila - czas na czytanie (zaraz po wieczornej toalecie), potem sen. 2. Ale nie odkładajcie na bok tego tekstu, szanowni czytelnicy. Teraz opowiem coś, co was zainteresuje. Wciąż nie otrząsnęłam się po ostatnim seansie. Po głowie skakały mi obrazy, sceny z filmu, dźwięk głosu aktorów oraz brzmienie tego cudownego akcentu. I ta muzyka! W piękne te reminiscencje wkradały się momentami odebrane wtedy zapachy - smród popcornu, chipsów oraz upajająca woń perfum siedzącej przede mną kobiety. Zobaczyłam ją dzień po seansie. Z dziwnie spłoszonym wzrokiem wchodziła w jakąś bramę. Dyskretnie ruszyłam jej śladem. To co zdarzyło się potem do dziś przejmuje mnie grozą, przewierca me ciało do szpiku kości. Bowiem... PS Powieść bardziej filmowa niż samo kino. Somoza, jak zwykle, w doskonałej formie. Choć za każdym razem wydaje się startować w innej konkurencji wciąż jest bezkonkurencyjny. PPS Powieść tak mnie wciągnęła, że w trosce o własną integrację psychofizyczną musiałam ją sobie dozować i robić przerwy, gdy tylko pojawiało się nałogowe drżenie rąk przy czytaniu...